Wrocław, 1991 rok 8 maja.
Spojrzała na Doktora jeszcze raz, nie mogąc uwierzyć w to co usłyszała. Wzięła w rękę kubek kawy i upiła łyk, próbując się uspokoić. Jej córka, jej jedyne dziecko. Doktor spojrzał na małą dziewczynkę góra 6 lat, która spokojnie bawiła się lalkami na dywanie w rogu salonu, spojrzał jeszcze raz na kobietę i powiedział:
-Bardzo mi przykro proszę Pani, ale niestety Pani córka cierpi na Rozdwojenie Jaźni- przerwał i spojrzał na dziecko, które upuściło zabawkę i tępo patrzyło się w ścianę, dodał po chwili-takie ataki będą często się pojawiać, przepisze Pani leki, a raz w tygodniu będzie musiał jeździć na terapie, Do widzenia.
-Do widzenia- załamana kobieta spojrzała na drzwi za, którymi znikną mężczyzna, po chwili przeniosła wzrok na córkę, która spojrzała na nią swoimi zielonymi oczami.
-Mamo, a oni będą mieli spokój?
-O czym ty mówisz Iza, jacy Oni?- spytała kobieta odgarniając jej długie kręcone blond włosy z twarzy córki.
-No, oni. Mówili mi że chcą spokoju, ale nie mogą się dostać w wymarzone miejsce.
-Iza, mówiłam ci że nie możesz rozmawiać z obcymi.
-To nie obcy, to zmarli.
10 lat później...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz